Dzisiaj przychodzę do Was z kolejną recenzją – ostatnio bardzo często bywaliśmy w kinie, więc oczekujcie więcej filmowych wpisów :). Podobnie jak na San Andreas – na Jurassic World poszłam z moim M. w czerwcu na wersję 2D.

Będziecie się śmiać. Będziecie mną zawiedzeni. Będziecie być może zaskoczeni. Na początek muszę się jednak do tego przyznać – NIE oglądałam wcześniejszych części serii, tj. wszystkich trzech filmów Parku Jurajskiego. Kiedy pierwszy film wchodził do kin miałam 5 lat. Pamiętam, że o filmie było głośno. Pamiętam, że dinozaury były złe i zjadały ludzi – stąd myślałam, że jest to horror i tak jakoś przez te 22 lata nie miałam okazji obejrzeć tych filmów. Idąc na Jurassic World byłam dinozaurową dziewicą.

Przyznam szczerze, że wizja parku z dinozaurami przypadła mi do gustu. Jak jednak wiadomo, aby przyciągać stale gości trzeba wymyślać nowe rozrywki. I nie inaczej było w tym przypadku. Naukowcy stworzyli nowy gatunek dinozaura, który był miksem welociraptora i tyranozaura, a nazwali go Indominus Rex. W pewnym momencie wymknął się on spod wszelkiej kontroli i trzeba było go ujarzmić, bo stanowił zagrożenie dla odwiedzających. A jako, że park był nowoczesny (można było dosiadać dinozaury lub przy pomocy elektrycznej kuli-samochodu jeździć wokół nich), to i odwiedzających było sporo.

Nad wszystkim w parku czuwała Claire Dearing, którą w tym czasie odwiedzają siostrzeńcy – i to bardzo nieusłuchani. W pewnym momencie, i to najgorszym, po prostu się gubią i muszą sami o siebie zawalczyć.  Chłopcom walka o swoje życie wyszła bardzo dobrze – nie zginęli do końca filmu ;), a Owen Grady (znawca welociraptorów) z Claire próbują rozwiązać dinozaurowy problem, uratować jej siostrzeńców oraz odwiedzających (nie wszystkim się udaje przeżyć). I tutaj podziwiam Claire – przez cały film biegała w wysokich szpilkach – zapewne jest to ciekawe doświadczenie w dżungli. Wszyscy mają bardzo dużo przygód, ale ostatecznie wszyscy się odnajdują i razem wynajdują rozwiązanie problemu.

Ostatecznie część odwiedzających zostaje uratowana i dobro zwycięża.

Co mi się podobało w filmie to nawiązania do poprzednich części – jeden z pracowników ubrany jest w koszulkę z logiem Parku Jurajskiego. Pojawia się też miejsce znane z I części cyklu, gdzie schowane były stare samochody (dzięki nim niesforna młodzież ucieka i ratuje swoje tyłki). Co mnie rozbawiło, to bieganie w szpilkach po takim terenie :).

Ogólnie film podobał mi się i uważam, że jest to dobry film familijny do obejrzenia w letni wieczór. Z mojej strony polecam :). I obiecuję nadrobić oglądanie poprzednich części :).