Dzisiejszym wpisem chciałabym rozpocząć nowy cykl na blogu pt. Recenzje. Brałam udział w różnych warsztatach, kupiłam kilka produktów, a z moim M. często chodziliśmy do kina – średnio nam wychodzi raz na tydzień ostatnio ;). Od razu ostrzegam, że moje opinie będą subiektywne. Rozpocznę od filmu San Andreas.

Na San Andreas byliśmy w czerwcu – praktycznie jak tylko wszedł do kin – na wersji 2D. Bardzo lubię filmy katastroficzne i kilka mam już obejrzanych i zapamiętanych na swoim koncie. Historia filmu dotyczy regionu uskoku San Andreas, który znajduje się na zachodnim wybrzeżu USA (San Francisco, Los Angeles). Dwóch naukowców odkryło metodę określania ruchów sejsmicznych – dzięki niej wcześniej można dowiedzieć się o trzęsieniu ziemi. Oczywiście naukowcy bardzo szybko zdobyli możliwość sprawdzenia swojej metody – zauważyli zwiększony ruch w okolicy Zapory Hoover’a. Wątek ten jest wątkiem pobocznym do głównej fabuły, ale potrzebny do rozumienia zjawisk, które się pojawiają w trakcie filmu.

Główny wątek filmu dotyczy rodziny – ojca (Ray – pilot w straży pożarnej Los Angeles), matki (Emma) i córki (Blake). Ray i Emma są na etapie rozwiązania swojego małżeństwa, a Emma ma zamiar pobrać się z Danielem, który jest prezesem wielkiej firmy deweloperskiej. Blake wyjeżdża z Danielem do San Francisco, Emma spotyka się z przyszłą szwagierką w Los Angeles. I w tym momencie rozpoczyna się jedno wielkie trzęsienie ziemi. Ray jako ratownik powinien lecieć ze swoją ekipą w jedno miejsce, ale otrzymuje zgłoszenie od swojej-jeszcze-żony, więc leci ją uratować. Oboje prawie giną, jest dreszczyk emocji, ale udało się! Dostają sygnał od swojej córki, że potrzebuje pomocy – prawie-ojczym porzucił ją i zadbał tylko o swój tyłek. Blake jednak nie jest sama – spotyka dwóch uroczych braci i razem w trójkę stawiają czoło niebezpieczeństwom. Zanim Ray i Emma docierają do córki mają przygody, z których ledwie uchodzą z życiem. W sumie Blake również ledwo kilka razy się wykaraskała. Ostatecznie po wielu zagrażających życiu przygodach rodzina się spotyka i wszyscy przeżyli. Oprócz Daniela, ale jego akurat nie było mi szkoda.

Ogólnie film w swojej fabule bardzo przypomina mi film „2012”. Ojciec jeszcze istniejącej rodziny rusza na ratunek jeszcze-swojej-żony i córki, nie zważając na to, że jako pilot-ratownik jest potrzebny w innych miejscach. Ray jest silną osobowością, która w kryzysowych sytuacjach ratuje wszystkich, a jego żona Emma mu w tym pomaga. Jako, że wychował dobrze Blake, to ona również ratuje swoich towarzyszy – wspomnianych wcześniej braci.

Efekty specjalne filmu były bardzo efektowne i podobały mi się. Oglądając jednak „San Andreas” zauważyłam nawiązanie fabuły do innych filmów, przez co film chwilami był dla mnie przewidywalny. Ogólnie jednak polecam go i zachęcam do obejrzenia.