Kiedy oczekujesz na przyjście na świat swojego dziecka wyobrażasz sobie jaką będziesz Mamą. Jak już maleństwo pojawi się w Twoim życiu, to zastanawiasz się czy wszystko co robisz i jest związane z wychowaniem Twojego dziecka jest Idealne, Najlepsze, Perfekcyjne. Słuchasz rad najbliższych (i dalszych) Tobie osób. Wchodzisz na fora internetowe/grupy Facebook’owe i czytasz jak radzą sobie inne Mamy. Po prostu chcesz wiedzieć czy jesteś Doskonałą Mamą, bo… „Doskonałość przede wszystkim” – jak wskazuje hasło na plakacie reklamującym film „Złe Mamuśki”.
„Złe Mamuśki” weszły w Polsce do kin 5 sierpnia 2015 roku i z tego co wiem, to w niektórych kinach film nadal jest grany. Jeżeli nadal się zastanawiasz czy obejrzeć ten film, to nie zastanawiaj się – po prostu idź do kina i kup bilet (popcorn i colę też możesz), bo naprawdę warto :).
Każda z nas, Mamusiek, dąży by być perfekcyjną Mamą. By zapewnić swojemu potomstwu jak najlepszy start w przyszłość. Przy okazji chcemy być Perfekcyjnymi Paniami Domu i Perfekcyjnymi Pracownicami. No po prostu chcemy być P-E-R-F-E-K-C-Y-J-N-E w każdym calu.
Mila Kunis, czyli filmowa Amy również taka chce być. Niby jest zatrudniona na część etatu, a pojawia się w firmie każdego dnia i szef dokłada jej coraz to nowych obowiązków (ale oczywiście pensja pozostaje bez zmian). Do tego chce być idealną mamą – swoim dzieciom co rano szykuje wymyślne śniadanie do szkoły, po lekcjach zawozi na miliard zajęć dodatkowych, a wieczorami odrabia z nimi lekcje. No i jakieś przyjemne chwile z mężem też by się przydały. Ale gdyby i miejsce pracy i miejsce tych zajęć dodatkowych były jakoś po drodze to byłoby łatwiej, a tak Amy jest ZAWSZE spóźniona i ekipa innych Mamusiek (tych, które nie pracują zawodowo) jest na nią cięta i jej dogryza.
Pewnego dnia, na pewnym zebraniu rodziców Amy pęka. Dochodzi do tego załamanie z powodu zdrady męża. Amy nie ma już sił, by starać się być idealną w każdym calu. Rzuca to wszystko i daje na luz, poznając przy tym nowe przyjaciółki – Carlę i Kiki. No i przede wszystkim – ostatecznie przekonuje do siebie wszystkie matki ze szkoły i zostaje nową Przewodniczącą Komitetu Rodzicielskiego, bo i inne mamy mają dosyć perfekcjonizmu. Chcą być po prostu NORMALNE, a uważane są za złe mamuśki.
I myślę, że o to w tym filmie chodzi. By pokazać, że nie zawsze warto na siłę należy dążyć by nasze życie było perfekcyjne. Że nieważne jest życie na pokaz. Że przede wszystkim nie warto być Perfekcyjną Mamą Na Pokaz.
Wyjście do kina na ten film było moim pierwszym wyjściem pod tytułem „Mama ma wychodne”, gdzie małym M. zajmowali się inni ludzie – jego ciocia i wujek. W tym okresie miałam też wątpliwości dotyczące tego czy jestem (i czy będę) Idealną Mamą. Przyznam szczerze, że ten film spowodował u mnie, że wrzuciłam troszkę na luz. Dzięki niemu wiem, że będę starała się być jak najlepszą mamą, ale wiem też, że (niestety) nie uniknę pewnie pewnych błędów wychowawczych.
Jeśli też masz wątpliwości co do tego jaką jesteś (czy będziesz) mamą, to serdecznie polecam Tobie ten film. Dawno się tak nie uśmiałam, a przy okazji wyciągnęłam kilka wniosków dla siebie. Ten film pomógł mi też w momencie, gdy na grupach Facebook’owych zaatakowały mnie laktoterrorystki. Dzięki niemu przestałam się przejmować opinią tych innych mam. Bo to nie one wychowują moje dziecko, tylko ja (no i mój duży M. ;)).