Przychodzi ten wyczekiwany czas – jesteś już na końcówce dziewiątego miesiąca ciąży i nie możesz doczekać się kiedy przytulisz maleństwo, które nosisz pod sercem. Przez całą ciążę dbasz o siebie – nie jesz zakazanych produktów, gimnastykujesz się, czytasz książki na temat rodzicielstwa, chodzisz do szkoły rodzenia. Ogólnie wydaje Ci się, że jesteś na wszystko przygotowana. Zapewniam Cię czytelniczko, że na jedno nie jesteś – na karmienie piersią i na to, że blogerki i matki kłamią w Internecie na ten temat.

Początki bycia mamą

Kiedy zostajesz mamą nagle spada na Ciebie wielkie poczucie odpowiedzialności za życie i wychowanie małego człowieka. To od Ciebie zależy na kogo ta istota wyrośnie. No dobra, od Twojego faceta również, bo przecież to matka i ojciec powinni wspólnie wychowywać dziecko. Nie odkryję tutaj jednak Ameryki, jeśli napiszę, że przez pierwsze dni i tygodnie, to Ty droga mamo jesteś za wszystko odpowiedzialna. A przede wszystkim za karmienie dziecka – natury nie oszukasz, facet cycka nie poda. Więc przystawiasz, droga mamo, swoje dzieciątko do piersi i karmisz. I karmisz. I karmisz. I tak choćby i 19 godzin dziennie (jak to było w moim przypadku i małego M.). Okazuje się, że karmienie nie jest efektywne i trzeba włączyć dokarmianie mlekiem modyfikowanym i wtedy zaczyna się…

Przeklęty laktoterroryzm

Tak! Teraz zaczyna się najlepsze. Droga mamo, spróbuj napisać w necie – na jakiejś mamusiowej grupie facebookowej, że musisz dokarmiać swoje głodne i wiecznie płaczące dziecko mlekiem modyfikowanym. Zostaniesz zjedzona żywcem, żeś leniwa krowa i tylko na wygodzie Tobie zależy, a nie na dobru własnego dziecka. A to jeszcze pikuś tak naprawdę. Są mamy tak hejtujące karmienie mlekiem modyfikowanym, że potrafią używać niecenzuralnych słów. Wyzywać od najgorszych. Bo przecież one karmią piersią już 6 miesięcy, to każda matka tak powinna! I one są super, bo karmią piersią! I zapewniają dziecku wszystko co najlepsze – całkowitą ochronę przed rakiem, HIV i atakiem obcych! Tylko w 90% te mamy później będą karmić swoje dzieci fastfoodami… No, ale tego ŻADNA mama już Tobie nie napisze. TY masz karmić piersią i już! Bo przecież internetowe mamy wiedzą wszystko najlepiej…
Nie ukrywajmy – takie słowa bolą. Strasznie bolą. Każda z nas, chce dla swojego dziecka jak najlepiej, a wszyscy mówią, że w pierwszych 6 miesiącach życia powinno karmić się wyłącznie piersią. Nie wszystkim się to udaje. Nie jesteś z tym sama, droga mamo. Ba! Jesteś w większości! Tylko pamiętaj o jednym, droga mamo:

Matki kłamią w Internecie na temat karmienia piersią. Blogerki parentingowe też!

Jak okazało się, że nie mam mleka (to się NAPRAWDĘ zdarza), to zaczęłam szukać wsparcia tam, gdzie się dało. Już pewnie się domyślasz, że najpierw napisałam na grupach mamusiowych i zostałam zhejtowana. Szukałam więc dalej – wśród blogerek parentingowych. Uznałam, że takie osoby muszą pisać prawdę o swoich doświadczeniach, no bo co im szkodzi na przeszkodzie? O jakże ja się myliłam!
Ostatnio trafiłam na wpis tego typu wpis jednej blogerki. Pięknie napisana historia. Wiecie, problemy z karmieniem już w szpitalu, potem w domu jakoś szło, ale na wizycie patronażowej okazało się, że dziecko nie przybiera. No to blogerka zadzwoniła do doradcy laktacyjnej (bo przecież karmienie mlekiem modyfikowanym brzmi jak „wyrok”), która się pojawiła i rozwiązała wszystkie problemy i dziecko zaczęło ładnie jeść, przybierać i w ogóle cud-miód-i-orzeszki. Tylko wiecie o czym ta blogerka zapomniała napisać? O tym, że jej dziecko było przez kilka miesięcy dokarmiane mlekiem modyfikowanym, bo gdyby napisała to cudowny obrazek matki karmiącej zostałby zaburzony, prawda?
A wiecie co jest najgorsze w tym wszystkim? Że nie ona jedna i nie ostatnia, która kłamie na ten temat. Lub nie dopowiada prawdy. Niestety…

Mówienie prawdy o karmieniu niemowląt

Jest ważne. Jest bardzo ważne. Dlatego wkurzam się, jak czytam „cudowne historie” na prawie wszystkich blogach parentingowych. Na początku wierzyłam w te historyjki – nie przypuszczałam że blogerki-matki kłamią w Internecie. Myślałam, że jak ktoś już opisuje swoje doświadczenia, to napisze prawdę. Tak, niestety, nie jest. A szkoda, bo nawet nie wiecie, blogerki parentingowe, jak takimi wpisami możecie zdołować swoje czytelniczki. I wprowadzić nawet w stan depresyjny. Naprawdę o to Tobie blogerko, matko chodzi?

Mleko modyfikowane to nie wyrok!

Wiele osób powtarza (niestety), że karmienie mlekiem modyfikowanym to wyrok, koniec świata i w ogóle same zło tego świata. Tak nie jest. Powinniśmy się cieszyć, że my (w sensie ludzie) potrafiliśmy wyprodukować coś, co przypomina w wartościach odżywczych mleko matki. Powinniśmy się cieszyć tym, że nasze dzieci dzięki temu będą najedzone i będą się dobrze rozwijać. Bo TO właśnie jest najważniejsze. Zdrowie i rozwój dziecka. Naszego dziecka.

Droga mamo – wiem, że to trudne karmić mlekiem modyfikowanym w dzisiejszych czasach, skoro zamiast wsparcia otrzymujemy tylko hejt (to jest chore!). Wiem to doskonale. Sama to przeżyłam. Dlatego skończmy z tym laktoterroryzmem. To przez niego matki kłamią w Internecie na temat karmienia piersią. I nie tylko w Internecie. Laktoterroryzm tak już się rozpowszechnił, że nawet w zwykłych rozmowach „w realu” mamy nie przyznają się do karmienia mlekiem modyfikowanym, tylko kłamią, że karmią tylko i wyłącznie piersią. Błędne koło się zamyka i dalej toczy. Niestety.

  • :)

    Kasiu

    to tylko potwierdza regułę, że ludzie kłamią, na każdym kroku. Czy to w Internecie czy w realu.

    Każdy tworzy wokół siebie obraz „Idealnej Rodzinki”, u której zawsze wszystko jest super i cudownie. Dzieci rozwijają się szybko, są przeinteligentne, nie mają żadnych problemów. Rodzice to okazy zdrowia i piękna, których stać na wszystko, na wczasy z dziećmi nad polskim morzem i cały szereg nowinek elektronicznych i gadżetów domowych nikomu niepotrzebnych.

    Niby na wszystko ich stać, ale utożsamiają się głośno z resztą narzekającego narodu, że wszystko jest źle i do bani, no i oczywiście że pieniędzy zawsze braknie.

    -„No u mnie też krucho z kasą, te marne grosze co przynosimy do domu to ledwie do końca miesiąca starcza. No dokładnie jak u Ciebie, a gdzie tu coś odłożyć.”

    A później widzisz jak kupuje nowsze auto, remontuje mieszkanie, albo kupuje nowy tablet dla swoich dzieciaczków i wszystko za gotówkę.

    Zakłamanie i obłuda niestety jest wszechobecna. A tym bardziej wśród tych idealnych mamusiek, które są „najlepszymi mamusiami” i najlepiej wyedukowanymi.

    Dlatego takie kłamstwa laktacyjne wcale mnie nie dziwią. W ogóle wiele tematów dotyczących ciąży, porodu i tych pierwszych chwil jest cichym tabu, albo tylko szeptane między matkami.

    Ważne że te maleństwo, które przyjdzie na świat kocha bezwarunkowo! I takiej miłości i przyjaźni bezwarunkowej brak w dzisiejszych czasach najbardziej.

    Pozdro 😀

    • Hej Uśmiechu! Jeśli chodzi o inne kłamstwa (lub omijania prawdy) nt. ciąży, porodu i macierzyństwa, to jakiś czas temu spotkałam się z taką sytuacją:
      Poznańska Szkoła Rodzenia w ramach jakiejś akcji organizowała spotkanie, na którym można było opowiedzieć swoją pozytywną historię porodu. Kobiety, które mają negatywne wspomnienia mogły przyjść i… posłuchać. Jak zaczęłam drążyć temat – dlaczego tak, a nie inaczej, to usłyszałam, że „po co negatywnie nastawiać ciężarne do porodu”. Szkoda tylko, że w ten sposób nie pokazuje się wszystkich stron porodu, bo nie zawsze jest pięknie i idealnie i uważam, że każda mama powinna poznać te mniej pozytywne historie, by się przygotować lepiej do porodu. No, ale lepiej gloryfikować jakie to wszystko jest piękne i wspaniałe…

  • Kasiu, kocham Cię za ten wpis! Znam problem doskonale, sama zaczęłam dokarmiać młodego mm już po 3 tygodniach. Młody ciągle chciał jeść, mało przybierał i co najważniejsze w tym wszystkim – ja czułam się winna, gorsza, bo mam mało pokarmu, bo dziecko jest głodne. I kiedy doszło mm – moje rodzicielstwo zaczęło być w końcu takie, jakie sobie wymarzyłam. I powinnyśmy o tym mówić głośno – NIE JESTEŚMY GORSZYMI MAMAMI PRZEZ TO, ŻE NIE KARMIMY PIERSIĄ. Dajemy tyle samo miłości, a to jest najważniejsze! Zaraz udostępnię Twój tekst dalej 🙂 SUPER!

    • „Ja czułam się winna, gorsza” – to są najgorsze uczucia, które pojawiają się w tym momencie. Też tak miałam i dlatego szukałam wsparcia m.in. w Internecie. Po pierwsze zostałam zhejtowana przez mamy, a po drugie naczytałam się pięknych historyjek, gdzie wszystkie mamy karmią piersią. Tylko potem, z czasem, wyszło na jaw, że te historyjki nie są prawdziwe, bo te mamy dokarmiały lub karmiły dzieci mlekiem modyfikowanym. Po co więc kłamały? Właśnie przez takie zachowanie innych mam popadłam w depresję z tego powodu, dlatego walczę z tym kłamstwem, bo nie chcę, by inne kobiety musiały przechodzić to, co ja.

  • Napisałam kiedyś u siebie o terrorze laktacyjnym i do dziś zbieram za to baty od terrorystek, więc… Brawo dla Ciebie za odwagę 😉
    Poza kilkunastoma ml mm, które próbowano wciskać moim dzieciom w szpitalu, nigdy nie dokarmiałam dziecka mm. Karmię piersią (bo mogę), ale wiem, że bywa z tym różnie i dlatego szanuję mamy butelkowe i ich najedzone dzieci. I blogerki, które stają w ich obronie 😉

    • Też już wcześniej napisałam o laktoterroryzmie, tylko ze mnie gapa i nie podlinkowałam w tym wpisie ;).
      Teraz mi bardziej chodziło o kłamstwo, że niby każda karmi piersią, a tak naprawdę wiele z tych mam kłamie i karmi dziecko mlekiem modyfikowanym, chyba właśnie po to, by nie mieć kontaktu z laktoterroryzmem. Tylko, że jak będziemy dalej kłamać w tej kwestii, to błędne koło dalej będzie działać, a przecież nie o to chodzi!

  • Ogólnie mnie problem niebdotyczy,ale zdaje sobie sprawe,ze matki ogolnie klamia na temat macierzyństwa. W zyciu nie przyszlo mi na mysl,by terroryzowac mamy karmiące butla,by sie wywyzszac czy medrkowac. Co najwyżej mowie to, jesli pytaja oczywiście co wiem, co mogę doradzic, gdzie skierowac. Z laktacja jest tak,ze gleboko powiazana jest z nasza glowa i emocjami. Stres,ze maluch sie nie najada tylko jeszcze mocniej zaostrza stres swiezo upieczonej mamy. Kasiu brawa za odwage i własną historie. Tezeba mówić o tym jak jest, a nie czarowac 😊

    • Aniu i te kłamstwa mnie denerwują. Bardzo. Mało kobiet mówi prawdę, a potem wszyscy zdziwieni czemu dużo kobiet ma depresję poporodową – właśnie dlatego, bo świeżo upieczone mamy nasłuchały się przed porodem pięknych historyjek od koleżanek jak to jest pięknie i uroczo – same ochy i achy. Taka świeżo upieczona mama potem jest zdziwiona i załamana, że jednak tak nie jest i zastanawia się, co ona robi źle, że w jej przypadku nie jest pięknie i uroczo…

  • Karolina

    Ja się szczerze boję jak to będzie po urodzeniu – ja po prostu nie chce karmić piersią. I niech mnie nazywają leniwa krowa. Chcę być szczęśliwą matka która będzie z uśmiechem witać nowy dzień a nie płakać z powodu pogryzionych brodawek. I tu poleje się fala hejtu bo nie że nie może, ale nie chce. No i co z tego ? Będę kochać malucha z całego serca ale wiem też że moje samopoczucie też jest ważne!

    • „Chcę być szczęśliwą matka, która będzie z uśmiechem witać nowy dzień” – Kochana Karolino! To piękne słowa! Trzymam kciuki, aby wszystko się udało tak, jak to sobie zaplanujesz. Bo jak sama wiesz – Szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko <3. Nie daj się im! 🙂

  • Monika

    Znam to 🙁 Moje Maleństwo nie dało rady ssać piersi, urodziła się za słaba i mimo stada lekarzy i doradców laktacyjnych nic z kp nie wyszło. Szukając wsparcia lub fachowej porady o mm trafiasz na mur, bo ‚jak możesz tak krzywdzić swoje dziecko ‚. Moje ulubione hasło usłyszałem od certyfikowanego doradcy: ‚matka karmiące swoim mlekiem jest prawdziwą matką, reszta to kobiety, które bawią się tylko w dom’

    • Naprawdę doradca laktacyjny tak powiedziała? Toż to wredna małpa! Chociaż co ja się dziwię. Ja w szpitalu podobne teksty od położnych słyszałam…
      Napisałaś: „Szukając wsparcia lub fachowej porady o mm trafiasz na mur”. Ja właśnie ten mur zamierzam zburzyć, bo wkurza mnie to całe negatywne nastawienie do karmienia mlekiem modyfikowanym.

  • matkaczasemwariatka

    Znam temat. Moja córka nie byla w stanie ssac piersi miala problemy z napueciem miesniowym. Bylam juz prawie u znachora zeby cos zaradzil bo przeciez jak to jest mozliwe ze dziecko z piersi nie pije? Sprobowalam wszystkich drog. Dodam ze w szpitalu corke prawie zaglodzili no najpierw 3 dni mowili ze jeszcze pic nie musi a potem ze jak bedzie glodna to bedzie plakac a ona juz nie miala sily plakac. Poszlo mleko modyfikowane. Kupilam najlepszy laktator na rynku i przez ponad 4 miesiace dniami i nocami doilam woje cycki zeby tylko nie dawac mleka modyfikowanego bo juz sam fakt ze saje z butelki a nie z piersi byl srednio odbierany. Nikt nie widzial ze ledwo na nogach stoje bo dzien i noc z lsktatorem plys cala reszta obowiazkow. Po 4 miesiaxach mleka brakowalo i musiala dostawac sztuczne. A do tego musialam ja rehabilitowac 4 razy dziennie vojta. Po 1.5roku urodzilam syna….duzy dorodny chlop…pelna nadziei ze na pewno bedzie pil z piersi a ja nie bede nusiala wyparzac butelek, latac z dojarka itd….a tu dupa. Z synem ta sama historia. W szpitalu byla u mnie 2 dni najlepsza kobieta od laktacji. Probowalysmy wszystkich metod jakie istnieja. Bylam zdeterminowana na maxa. Niestety po 2 dniach prob powiedziala mi ze nie powinna tego mowic ale niestety syn nie bedzie pil z piersi a do tego i on musi miec vojte. Jak sobie pomyslalam ze w domu czeka niespelna dwuletnia corka a do tego syn do rehabilitacji i laktator to stwierdzilam ze niech mnie nawet te wredne baby od hejtowania mleka modyfikowanego opluja a dam synowi synowi sztuczne mleko bo chce jeszcze zyc. W koncu mam dla kogo! Tak tez sie stalo. Poczatkowo jak idiotka tlumaczylam cala historie zeby nie bylo ze chcialam miec ladne cycki i nie karmilam ale i tak kazdy krzywo patrzyl. Wiec stwierdzilam ze nie bede sie z tego wiecej tlumaczyc bo w koncu nie zrobilam nic zlego wprost przeciwnie! Dodtam jeszcze ze wiele bym oddala zeby karmic piersia i nie siedziec z laktatorem wyparzac butelek podgrzewac mleka sto razy w srodku nocy i wydawac masy pieniedzy na mleko modyfikowane ktore syn musial pic i koszt tygodniowy byl ok 300zl bo ulewal itd. Nie oceniajmy ludzi zbyt pochopnie!😈😕

    • Bardzo się cieszę, że podzieliłaś się swoją trudną historią. Bardzo spodobały mi się Twoje słowa :”Bo chce jeszcze żyć. W końcu mam dla kogo!”. Te hejtowanie jest straszne i pewnie dlatego kobiety kłamią, że karmią piersią, a tak naprawdę karmią mlekiem modyfikowanym. Tylko, że jeśli dalej będziemy kłamać w tej kwestii, to nic się nie zmieni i hejt oraz krytyka będą coraz gorsze.

  • Już na etapie ciąży powiedziałam sobie szczerze: chcę karmić piersią, ale… nie za wszelką cenę! I udało się. Nie było problemów, o których piszesz, ale były inne: mój syn napija się tylko, gdy karmię w pozycji leżącej, inaczej nie da rady. Potem było zapalenie piersi. Masakra. I choć nasza mleczna przygoda trwa już ponad rok, to nie wiem w czym miałabym być lepsza od mamy, która karmi butlą? Dzieci kocha się tak samo, dba się o nie i troszczy tak samo, bez względu na to, czy dzidzia pije mm czy z piersi, czy się rodziła siłami natury czy przez cięcie cesarskie. Ludzie poszaleli. I zgubili gdzieś zdrowy rozsądek oraz empatię. Każda mama ma inne doświadczenia, czerpmy z tego i wspieramy się 😊

    • Niestety, wiele kobiet myśli, że jak karmi piersią, to jest zdecydowanie lepszą mamą. Nie wszystkim się to udaje i dzieci są karmione (lub dokarmiane) mlekiem modyfikowanym. To nie jest złe. Cieszmy się, że mamy taką technologię, że możemy mleko mamy zastąpić substytutem. No i przede wszystkim – nie należy kłamać, że karmi się piersią, jeśli karmi się mlekiem modyfikowanym, bo takie kłamstwo nic pozytywnego nie daje. Rzeczywistości nie oszukamy, a kłamstwem możemy niepotrzebnie inną mamę wprowadzić w stan depresyjny.

  • Klaudyna Distaff

    Ty w swoim wpisie też kłamiesz. Nie każda matka, blogerka tak postępuje.
    Nie miałam problemów z kp, nie obchodzi mnie to jak i czym ktoś karmi swoje dziecko, ale Twój wpis bardzo mi się nie podoba. Bo z jednej strony boli Cię ocena matek kp, ale z drugiej sama je obgadujesz. Wiem, chwytliwy tytuł i będą klikać. Ja nie mam ochoty już tu wracać.

    • Widać nie zrozumiałaś mojego wpisu.
      We wpisie chodziło o kłamstwa matek (w tym blogerek parentingowych), które karmią lub dokarmiają mlekiem modyfikowanym, a wszędzie rozpowiadają, że karmią piersią. Jest mnóstwo takich przypadków – w ciągu roku spotkałam się z wieloma takimi sytuacjami.

      A dlaczego zaznaczyłam osobno blogerki parentingowe? Na blogi tego typu wchodzi mnóstwo mam, które szukają wsparcia. I wszędzie czytają tylko piękne historie o tym, jak to karmienie piersią początkowo było problemowe, ale potem jakoś się udało i w ogóle nie karmiły mlekiem modyfikowanym, bo to samo zło. Tylko prawda jest taka, że wiele z tych blogerek kłamało i karmiło dziecko mlekiem modyfikowanym. Więc po co taka kobieta kłamie? Jak już się dzieli swoją historią (przecież nie musi, nikt nie zmusza!) to czemu nie napisze prawdy? Bo nie jest chwytliwe? Bo nie będzie miała wizerunku idealnej matki?

      Nie obgaduję kobiet karmiących piersią. Jeśli kogoś obgaduję, to te kłamczuchy, które udają, że karmią piersią, a tak naprawdę dziecko dostaje mleko modyfikowane ;).

      Jeśli karmiłaś piersią, to nie wiesz jakie emocje buzują w kobiecie, która musi karmić dziecko mlekiem modyfikowanym – zwłaszcza na początku tej drogi. Taka kobieta szuka wsparcia w Internecie i wszędzie widzi tylko pozytywne historie. Taka kobieta czuje się wtedy najgorszą matką na świecie, bo nie dała rady. Może popaść w depresję z tego powodu (jak ja). Tylko ta kobieta nie zdaje sobie wtedy sprawy z tego, że w 80-90% tych wpisów to matki/blogerki parentingowe po prostu kłamały.

  • Temat bardzo mi bliski. Przez pierwszy miesiąc próbowałam karmić piersią. To był jakiś koszmar. Ciągle w łóżku, Mała tylko chciała jeść i jeść. Były dni, że nie miałam nawet jak zrobić siku. Było strasznie! Wybrałam się z mężem do francuskiej Leach Ligue (też jest w Polsce), gdzie spotkałam grupę nawiedzonych kobiet lakkoterrorystek, które wmówiły mi, że ja też mogę karmić. Gówno prawda! Córeczka nie przybierała na piersi i w pewnym momencie płakała również w czasie karmienia. Daliśmy jej z mężem butelkę. Dziecko 3 tygodnie wypiło 120 ml mleka!!! Dałam sobie spokój z piersią i bardzo się z tego cieszę. Nie uważam, że jestem złą matką. Przede wszystkim nie jestem sfrustrowana, a sfrustrowana mama to nieszczęśliwa mama.

    • Nie jesteś złą mamą! Jesteś super mamą, bo jesteś szczęśliwą mamą. A szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko :). Ja też się cieszę, że nie musiałam się męczyć karmieniem piersią – dla mnie to była gehenna. I nie wszystkie z nas mogą tą piersią karmić. To ważne, by o tym mówić, że mleko modyfikowane to nie wyrok, bo wtedy mniej mam będzie wpadać w depresję z tego powodu.

  • Ania

    Mamy nie dajcie sie oszukiwac. Karmilam swoje pierwsze dziecko piersia 20 miesiecy. Pierwsze pol roku oczywiscie przepisowo, nic innego, nawet wody czy herbaty nie, bo moje mleko to przeciez skarb najwiekszy. W tym samym czasie moja przyjaciolka karmila mlekiem modyfikowanym, nie miala pokarmu i przeplakala pare miesiecy. Nasze dzieci razem poszly do przedszkola i niestety, to moje bylo wiecznie chore. Karmienie piersia ma swoj czar, bo wtedy jest sie z maluchem naprawde blisko, ale to, ze dzieci sa zdrowsze dzieki karmieniu piersia, to po prostu bujda.

    • Może w trakcie karmienia piersią ta odporność jest większa (nie wiem, nie miałam możliwości sprawdzić), ale na podatność na choroby wpływa o wiele więcej czynników niż tylko sposób karmienia. Zwłaszcza w późniejszym życiu. Mleko mamy nie załatwi wszystkiego na całe życie.
      Karmiąc mlekiem modyfikowanym też jest się blisko z dzieckiem – ja przynajmniej zawsze układam sobie młodego tak, jak do pozycji klasycznej przy karmieniu piersią. Jesteśmy przytuleni, czujemy swoje ciepło. Dla mnie akurat tutaj nie ma różnicy :).

  • Dla mnie to bardzo trudny i osobisty temat!

  • Na kłamstwie nikogo nie przyłapałam, bo i tematu nie zgłębiałam aż tak bardzo, ale za to znam z życia problem naciskania na karmienie naturalne i obrażanie matek, które karmią mlekiem modyfikowanym. Również słyszałam, że to „wyrok”, przez długi czas miałam wyrzuty sumienia, a potem zaczęłam doceniać to, że dziecko nareszcie jest najedzone i szczęśliwe, nie krztusi się moją krwią, a ja nie mam już ochoty strzelić sobie w łeb ilekroć myślę o karmieniu. Wszyscy wiedzieli lepiej ode mnie, co powinnam robić, naciskali i obrażali, ale trzymałam się pozytywów i tego, że mam wsparcie mamy i męża. Chyba wyszłam na tym dobrze, bo mimo że wszyscy wokół powtarzają mit dotyczący tego, że dzieci karmione mm mają gorszą odporność i wiecznie chorują, to moje dziecko jeszcze nigdy nie było przeziębione, a te karmione piersią mają za sobą po kilka kuracji antybiotykami.

    Jeżeli Cię to interesuje, to m.in. o karmieniu i innych problemach pisałam u siebie we wpisie „Ciemniejsza strona macierzyństwa”: http://www.kreatywa.net/2015/10/zyciowo-ciemniejsza-strona-macierzynstwa.html

    • Podatność na choroby nie jest tylko i wyłącznie uwarunkowana sposobem karmienia – wchodzi tu tyle różnych czynników, że głowa mała. Mały M. do tej pory tylko raz był poważnie chory, gdzie w grę weszło kilka leków od razu, ale to tylko z tego względu, że był osłabiony przez ząbkowanie.
      Jeśli chodzi o te osoby „wszystkowiedzące” – też takie spotkałam przy przechodzeniu na karmienie mlekiem modyfikowanym. I zachowanie tych osób jest straszne! Najgorzej jak do takich osób należą najbliższe osoby – mama czy teściowa. Fajnie, że miałaś wsparcie w swojej mamie w tych chwilach. To bardzo ważne <3. A do Twojego wpisu już lecę!

  • follow creativity now

    Nie jestem matką, ale ciocią, która jest blisko zaangażowana. Kiedy moja siostra podążając za wizją zrzucenia zbędnych kilogramów po ciąży, kreowaną przez magazyny i media, to niestety traciła pokarm. Zupełnie nas to zaskoczyło. To samo było po ciężkim dniu, dłuższym prasowaniu czy sprzątaniu. A co dopiero po 30 minutowym treningu. Ale o tyle o ile trening można sobie darować, to już działania w domu i opieka nad Malenstwem jest obowiązkowa 🙂 wtedy znalazlysmy info o łuskach kakaowca, i jak się okazało zadzialaly. Co prawda trzeba je odpowiednio przygotować, ale nawet ze pomagały i pokarm wracał po 2 h. Do tego stopnia, że mimo iż lubiła ich smak, nie mogła ich pić kiedy miała pokarm bo ja biust z nadprodukcji bolał. Więc działało 🙂

    • O łuskach kakaowca nie słyszałam. Zapiszę sobie ten sposób i wykorzystam w przyszłości (przy kolejnych dzieciach) lub powiem koleżance w potrzebie. Dzięki za wskazówkę!

  • Chyba zbyt mocno zdarzamy się z komercyjnym pisaniem artykułów. Nie znam się niestety, to jeszcze nie mój świat, nie jestem ekspertem, ale nie możemy też wrzucić wszystkich do jednego worka 🙂

  • Masz rację. Tak jest nie tylko w parentingach. Pokazujemy część rzeczywistości zamiast całości, wybielamy się żeby dobrze wyjść przed innymi albo żeby nie ściągnąć na siebie hejtu. Moja żona pisała o karmieniu MM i opisała wszystko tak jak było, bez wybielania czy omijania niewygodnych fragmentów. Tak więc nie wszyscy 🙂 Ale faktycznie to pewien problem, o którym warto dyskutować. A zamordystom wytłumaczyć, że lepiej jest karmić modyfikowanym aniżeli zagłodzić dziecko z powodu braku własnego pokarmu.

    • Masz rację – nie wszyscy kłamią na ten temat. Może powinnam dopisać to w artykule, żeby nie było niedomówień. Napisałam ten wpis pod wpływem emocji, bo już którąś z kolei kobietę wyhaczyłam, że po prostu kłamała w tej kwestii – niby wszędzie rozpowiadała, że karmiła piersią, a tak naprawdę mleko modyfikowane też weszło w rachubę. I to, że dziecko było karmione mlekiem modyfikowanym nie jest złe – wszystko ma być dla dobra dziecka. Dlatego nie rozumiem dlaczego kobiety same napędzają te błędne koło i kłamią na ten temat. Właśnie przez takie „prawdziwe historyjki” nabawiłam się depresji, kiedy z małym M. musiałam przejść na karmienie mlekiem modyfikowanym. I to wcale niepotrzebnie! I z tego powodu jestem bardzo wkurzona.

  • Jako facet muszę się wpierw odwołać do przeszłości. Moja szanowna karmicielka karmiła mnie tylko piersią. Tak ją Pan Bóg stworzył, że miała czym, więc karmiła. Podobnie było z moimi siostrami, było mleko, a siostry rosły jak na drożdżach.

    Za jakiś czas będę się żenił (narzeczona już jest) i jak tak sobie myślę, to różnie faktycznie może być. Bo co jeśli nie mleko z piersi? To mleko nie z piersi. Co by nie mówić, hejtować czy płakać biologii nikt nie oszuka. Mleko jest, albo go nie ma. Gdy go nie ma, to nie ma innej opcji trzeba go czymś zastąpić. Dziecko na wodzie nie urośnie.

    Czy nie mam racji?

    • Radku, nawet nie wiesz jaką przyjemność mi sprawiłeś wypowiadając się w tym temacie. Masz tutaj ABSOLUTNĄ rację, tylko laktoterrorystkom tego nie przepowiesz :(. Naprawdę powinniśmy się cieszyć, że żyjemy w takim otoczeniu, gdzie mleko mamy możemy zastąpić sztucznym o dobrych właściwościach odżywczych.
      To też nie jest tak, że nagle tylko kobietom w dzisiejszych czasach brakuje mleka w piersiach. Moja ciocia (kobieta ma już teraz 80 lat) swoje trzy córki wykarmiła sztucznym pokarmem, bo w piersiach nie było nic. To było 50 lat temu, a moje kuzynki żyją, są zdrowe, urodziły same dzieci i są już nawet babciami! (tak się jakoś złożyło w rodzinie mojej mamy, że najstarszy brat był o niej starszy o 20 lat – stąd mam tak starsze kuzynki).

  • Jestem z drugiej strony – jestem matką, która nie potrafiła nakarmić dziecka z butelki. Dziecka z potworną alergią na moje własne mleko! To chyba gorsze, niż walczyć o pokarm – mieć pokarm i walczyć o butlę. Niestety przegrałam, na szczęście leki i szpital pomogły.

  • Agata Maj Cher

    Nie jestem matką, więc ciężko się wypowiedzieć, ale ja bym karmila piersią tak długo jak to możliwe

  • „Droga mamo, spróbuj napisać w necie – na jakiejś mamusiowej grupie facebookowej, że musisz dokarmiać swoje głodne i wiecznie płaczące dziecko mlekiem modyfikowanym.”

    Wielkie dzięki za inspirację :)) Chyba zrobię taki artykuł 🙂 Miliony wejść gwarantowane 🙂
    A serio – jestem z pokolenia, które było karmione butelką (karmienie piersią było wtedy synonimem obciachu i zacofania).

  • Och kochana Kasiu, że tak pojadę po emocjach. Jakże bliskie jest mi Twoje doświadczenie. Ja ośmieliłam się (uuuuu) napisać na jednym z najbardziej popularnych profili laktacyjnych własną historię tuż po urodzeniu córki. Byłam po cc. Zero mleka. Więc w drugiej dobie marsz na noworodki, bo zaczęła się domagać jedzenia. No i dostała. Na sali leżała dziewczyna, która mleka nie miała podobnie jak ja. Jej syn darł się, ale Kasia, nie płakał, darł malutki bo był po prostu głodny. Ona mniej zdecydowana ode mnie słuchała doradcy laktacyjnego, którą była, uwaga-petarda, siostra zakonna!!! Uwierzysz???I w końcu nie wytrzymałam, wzięłam trzeciej nocy dziewczynę za koszulę i powlokłam na noworodki, Malec się najadł, zasnął, a ta mało mnie nie wycałowała. Tak była szczęśliwa. No…i co usłyszałam… „Twoja opinia może być szkodliwa” !!!!!!!!!! Innym razem, kiedy na tym samy forum, po doświadczeniach z mamą karmiącą w knajpie, której zaproponowałam zamianę miejsc, ponieważ siedziała na czymś bez oparcia, a ja wygodnie pod ścianą, a jej nagie, cieknące piersi wystawione na widok publiczny zdawały się być bardzo zmęczone, ona rzuciła do mnie „zimną suką, co nigdy dzieci mieć nie powinna i ona mi tego życzy”. Wtedy również się nasłuchałam. Prowadziłam badania na temat hejtu wobec matek i wśród. Niebawem opublikuję wyniki. I powiem tak, jest smutno. Pali się iskierka nadziei, ale jest smutno. Pozdrawiam Cię mocno. Świetnie, że o tym piszesz. Oby jak najwięcej takich tekstów!

  • Ja od początku karmiłam mm. Nigdy nie czułam się z tym gorzej, bo przecież nie miałam wyboru. Ale teraz jest moda na bio, eko i fit, więc nie tylko w tym temacie to tak działa 😉

  • Cóż za kontrowersyjny tytuł, nawet jako niematka, zachęcił mnie do przeczytania Twojego tekstu 🙂

  • Graf Zer0

    Z tego, co wiem, prawie od początku byłem karmiony mlekiem z butelki, które notorycznie podpijała mi ciocia. ; ] Ale to znam tylko z opowieści.
    Niemniej żadnych problemów z tego tytułu nie widzę. Odporność w porządku albo nawet lepsza, bo nie dałem się zarazić wieloma chorobami, typu ospa czy coś, wątpię jednak, żeby miał na to wpływ sposób karmienia.
    Całe szczęście, że nie jestem kobietą i nie siedzę na takich grupach czy forach.

  • Dee Lukasik

    Masz racje, że wizerunek jest często zakłamany. Nie pisze się też o tym, że niektóre kobiety, jak ja, nie lubiły karmić, bo bolało jak cholera za każdym pierwszym ssaniem

    • A właśnie powinnyśmy o tym pisać i mówić! Mi karmienie piersią małego M. również nie sprawiało przyjemności i moje kolejne dziecko dostanie do picia od razu mm.

  • Hmm.. według mnie, matki nieużywającej mm, karmiącej rok w tandemie, karmiącej wciąż, również z problemami, bo dotyczą one każdej z nas, muszę się z Tobą nie zgodzić. Na prawdę masz udowodnione to, że nie mogłaś karmić, jakieś wady kanalików? 🙂 Nie interesuje mnie kto jak karmi swoje dziecko, ale nie lubię, kiedy ktoś pisze o swojej „słusznej” stronie nie mając o tym zielonego pojęcia, bo przedpotopowa położna powiedziała, że nie ma się mleka.

    • No tak, bo dziecko wiszące od urodzenia 19h przy piersi i mając miesiąc nie ma przekroczonej wagi urodzeniowej nie jest wystarczającym dowodem na to, że mleka w piersi nie ma ;-).

      Moją jedyną słuszną stroną w tym poście był apel o to, by (jak już się dzielimy swoimi doświadczeniami) nie kłamać w kwestii karmienia dziecka. Jeśli karmię piersią – super. Jeśli karmię mlekiem modyfikowanym – też super. Nie ma co kłamać, że karmię piersią, skoro tak naprawdę dziecko karmione jest mlekiem modyfikowanym, bo rzeczywistości i tak się nie zmieni. Prawda?

  • Historia z życia wzięta. Rodziłam w tym samym szpitalu co moja mama mnie. Zbiegiem okoliczności – z dzidziusiem wypisywała nas ta sama lekarka 🙂 O jakieś 30 lat starsza – ale jednak. Mama była obecna przy pogadance o tym jak karmić dziecko 🙂 I tak jak mi tłukła do głowy mleko z piersi, mleko z piersi. Tak mamie tłumaczyła jak mleko krowie rozrabiać by niemowlak przeżył i miał się dobrze 🙂 Co będzie propagowane przez lekarzy jak moje córki zaczną rodzić – cholera wie 😉 Grunt to zdrowe podejście 🙂
    Co do karmienia – starsza rok na piersi , młodsza 3 mie3siące wytrzymała. Też okazało się że pokarmu miałam za mało i mała głodna. Co się wtedy jej nabujałam, zanim doszliśmy w czym problem – to nasze. Trzeba było – dostała mleko modyfikowane. Dzisiaj ma prawie 6 lat żyje i ma się świetnie 🙂 Ja po krowim 😉 też żyję i mam się całkiem dobrze 🙂 Więc dobrze że ktoś presji nie ulega i modom – tylko robi tak – by dziecku było najlepiej

  • Jeżeli chodzi o dzieci to matki nie tylko na ten temat kłamią i nie tylko w internecie. Opowieści/zdjęcia a rzeczywistość to bardzo często dwie zupełnie różne sprawy.

  • Róbmy tak, jak uważamy, że będzie najlepiej dla naszych dzieci w warunkach jakie stworzyło nam życie i natura. Pewnych spraw się nie przeskoczy. 🙂
    Bookendorfina

  • Jako blogerka parentingowa muszę powiedzieć że kiedyś pisałam o tym post i jedna anonimowa czytelniczka napisała komentarz po którym nie mogłam przestać o niej myśleć cały dzień. Mąż ją piętnował by karmiła piersią. I ja się pytam po co??? Obie moje córki były (najmłodsza jest) na mm i mają się bardzo dobrze. Karmiłam pare dni ale to nie jest dla mnie. Bolało mnie, dostałam zapalenia piersi, strasznie to przeżyłam, ale nie czuję się gorsza od matek które kp. Ale jest tak jak piszesz, matki kochają napiętnować inne matki, przykre ale prawdziwe.

  • Anna Ł-s

    Amen!!! Świętą prawdę napisałaś i chwała Ci za to!!!!!!!!!!!!!!!!!