Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić swoimi przemyśleniami na temat początków bycia mamą i o tym jak młoda matka potrafi być niezbyt przyjemna dla drugiej młodej mamy.

Jak wiecie, na początku czerwca zostałam po raz pierwszy mamą. Wiele rzeczy było i jest dla mnie nowych. Jedną z takich najważniejszych nowości było oczywiście karmienie piersią. Nie przyszło mi to z łatwością – nie wiedziałam jak chwycić Młodego (a przede wszystkim bałam się na początku go brać na ręce) i jak przystawić go do piersi. W szpitalu jednak położne pomogły mi z tym problemem i jakoś nam szło. Karmiłam wtedy w pozycji spod pachy i z użyciem kapturków.

Po powrocie do domu też karmienie jakoś nam szło – pozycja ciągle spod pachy i z kapturkami. Jako, że Młody był praktycznie cały czas przy piersi (jednej lub drugiej) to dla zabicia czasu zapisałam się do kilku Mamusiowych Grup Facebook’owych. I to było straszne. To znaczy samo zapisanie się do grup nie, ale raczej to, co mamusie na tych grupach wypisują i jak jedna drugiej potrafi dogryźć i napisać coś niemiłego.

Właśnie na jednej z grup dowiedziałam się, że karmienie kapturkami to głupota i mam je od razu wyrzucić i przystawiać Maleństwo bezpośrednio do piersi. Tylko, że to nie było opisane tak ładnymi słowami, ale okraszone inwektywami – z tej grupy uciekłam od razu, uprzednio kasując wszystkie swoje posty.

Na początku lipca wyszło, że Młody bardzo słabo przybiera i musimy przejść na żywienie mlekiem modyfikowanym. Ogólnie okazało się, że pomimo tego, iż Maleństwo spędzało przy piersi około 18 godzin na dobę, to było głodne, a z cycka zrobił sobie smoczek, co z kolei spowodowało, że pokarmu już w ogóle nie miałam – odciągając laktatorem wychodziło średnio dziennie 100 ml z obu piersi… Decyzja o mleku modyfikowanym została podjęta przez pediatrów w szpitalu, w którym spędziliśmy z Młodym tydzień. Ogólnie w tym czasie było mi bardzo smutno i źle, że tego najcenniejszego pokarmu nie mam i podzieliłam się swoimi emocjami z dziewczynami na tych Mamusiowych Facebook’owych Grupach.

Laktoterroryzm – początki

I tu właśnie zaczął się wspomniany w tytule Laktoterroryzm. Zostałam zwyzywana od najgorszych, z tego względu tylko, że karmię dziecko modyfikowanym mlekiem. Do tych młodych matek nie docierało, że piersi puste, że dziecko głodne i cały czas z tego powodu płacze i jest wykończone (a ja razem z nim). Dowiedziałam się wtedy, że:
– jestem wyrodna, bo siedziałam z dzieckiem tylko 18 godzin,
– moje 4 godziny snu to i tak dużo, a jakbym miała sypiać więcej, to byłabym wygodnicka,
– jestem wyrodna, bo dałam się “skusić” przez pediatrów na mleko modyfikowane – powinnam się przeciwstawić i cały czas karmić tylko piersią,
– pediatrzy się nie znają, mam znaleźć sobie doradcę laktacyjnego.
A to tylko wycinek wszystkich osądów i porad. Z jednej grupy zostałam nawet usunięta, po tym jak napisałam, że musimy karmić mlekiem modyfikowanym, bo nie spełniałam już wymogów danej grupy! Laktoterroryzm w pełnej formie!

A wiecie co jest najgorsze? Że to wszystko było okraszone niezbyt przyjemnymi zwrotami, które były skierowane w moją osobę. Na spokojnie przejrzałam wpisy tych osób, które zwracały się najmniej przyjemnie i co się okazało? Na tych grupach nie byłam jedyną osobą, która miała problemy z karmieniem piersią. Wiele dziewczyn też dzieliło się swoimi problemami laktacyjnymi. I tym dziewczynom też niezbyt przyjemnie odpisywano i to były te same osoby, które i mi niezbyt fajnie odpisały. A co najlepsze, to te osoby o sobie pisały “nie jestem żadną laktoterrorystką, ale siedź z dzieckiem przy piersi i 24 godziny”…

Laktoterroryzm – skąd się bierze?

Zaczęłam się zastanawiać dlaczego mamy, które karmią swoje pociechy mlekiem modyfikowanym są tak źle traktowane przez te, które karmią piersią? I co najważniejsze, dlaczego jedna mama drugiej mamie potrafi naprawdę “dosrać” niezbyt przyjemnym tekstem na temat karmienia (i nie tylko!)? Przecież każda z nas chce dla swojego potomstwa jak najlepiej. Czy naprawdę lepsze jest słuchanie codziennie płaczu swojego głodnego dziecka niż danie mu butelki?

Przyznam szczerze, że odkąd karmię Młodego mlekiem modyfikowanym, to odżyłam. Mam czas by umyć zęby, uczesać się czy zrobić obiad, a nawet posprzątać mieszkanie, co było niemożliwe jak przy piersi spędzał średnio 18 godzin dziennie. Ja jestem szczęśliwa i widzę, że On też jest szczęśliwy – najedzony, skory do zabawy. Czy z tego powodu jestem wyrodną i złą matką, jak twierdzą Laktoterrorystki?

Zdjęcia: Wiola Sulkowska
Model: Mój synuś 🙂

3 komentarze

  1. Pierwszą córkę karmiłam rok piersią. No, może ostatnie dwa miesiące dokarmiałam butelką, żeby łatwiej było jej sie przestawić. Syna karmiłam tylko 1.5 miesiąca – miałam problemy z laktacją, mleka tyle co nic, więc od początku musiałam go dokarmiać aż skończyło się butlą. Trochę mi przykro że karmienie nie wyszło – choć nie umiem wytłumaczyć czemu – ale nigdy nie oglądałam się na opinie innych.

  2. Najważniejsze jest szczęśliwe dziecko i szczesliwa mama. Niestety niektórym brakuje dystansu, a mamy toczą ze sobą wojny o karmienie, o rodzaj porodu, o szczepienia. Dla własnego spokoju dobrze czasem odciąć sobie internet 😉

  3. naszebabelkowo.blogspot.com Reply

    Temat laktoterroryzmu pominę, bo mnie akurat jako mamy adopcyjnej on nie dotyczy – ale również w każdej innej kwestii matka matce wilkiem i jedną drugiej często by dosłownie oczy wydrapala za to, że ma odmienne metody i poglądy. Ja na szczęście nauczyłam się trzymać od tego z daleka – nie udzielam się jakoś specjalnie na grupach dla mam , a w realu utrzymuję kontakt z taką koleżanką, z którą prawie w ogóle o dzieciach nie rozmawiamy, bo mamy mnóstwo innych tematów 😉

Skomentuj tutaj!